środa, 22 stycznia 2014

7-4-6

Dziś mi się nie chciało biegać. Cały dzień pracowałam nad motywacją do wyjścia z domu wieczorową porą...
Od jakiegoś czasu mam postanowienie, że będę biegać ok godziny, co dla mnie oznacza ok 8 km. Dziś z racji braku entuzjazmu, mrozu i tysiąca innych wymówek, planowaną trasę skróciłam do 7 km. Jednak gdy wyszłam przed klatkę i przetruchtałam na rozgrzewkę kilka metrów to stwierdziłam, że robię swoją tradycyjną "czwórkę" bo w sumie to i tak dobrze, że wyszłam z domu. Poza tym nie ma się co spinać. Jak wiadomo każda kobieta jest albo "przed" albo "w trakcie" albo "po". Ja także  jestem "po" chorobie, "w trakcie" walki z samą sobą i "przed" okresem :/ więc już z samej definicji mam trudniej. Ale... (zawsze jest jakieś "ale")...
Na ostatnim kilometrze spotkałam wspominanego już wcześniej Pana Jacka, który szczerze ucieszył się na mój widok: "No właśnie się zastanawiałem czy spotkam kogoś znajomego? To zawróci się Pani ze mną." - drugie zdanie było raczej twierdzące niż pytające... Nie mogłam odmówić, zawróciłam a wizja maty, ćwiczeń i prysznica oddaliła się smętnie... Ale było warto. Bieganie z kimś to zupełnie inna przygoda. Szczególnie gdy ten ktoś umie i wie trochę więcej i jeszcze ma życzenie służyć radą :)
Więc podczas dzisiejszego biegania miałam trening. Dowiedziałam się, że:
1. nie pracuję rękami - chociaż wiem, że powinnam gdyż biegnie się łatwiej... zapominam po prostu...
2. mam podnosić kolana i wydłużać krok - ok, o wydłużaniu kroku słyszałam co nie co ale nad kolanami będę musiała pomyśleć i wdrożyć,
3. zbyt łapczywie nabieram powietrza... - pozostawię ten fakt bez komentarza, bo jakoś nie wiem co na to odpowiedzieć...
4. za ciepło się ubrałam - bardzo możliwe, gdyż nadal nie wiem jak powinnam się ubierać, raz jest mi za zimno a znowu innym razem za ciepło a materiał badawczy mam znikomy gdyż ciągle jestem chora i nie biegam... chyba zacznę notować pogodę i w co się ubrałam i jakie były moje odczucia... zobaczymy co wyjdzie z tej statystyki...
Tym sposobem trasa z 4 km zrobiła się niepostrzeżenie 6-kilometrowa. Z Panem Jackiem pożegnaliśmy się przy światłach. On pobiegł w swoją stronę a ja ruszyłam w kierunku prysznica...
Warto było wyjść z domu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz