piątek, 13 września 2013

moja trampolina

Ostatnio okazało się, że różni znajomi widują mnie jak biegam. Ja ich nie widzę a oni nie machają i nie trąbią więc to, że jestem obserwowana i zauważana pozostawało dla mnie tajemnicą... do czasu aż jeden z nich zapytał: "I chce Ci się tak biegać?" "...a no chce mi się" - odpowiedziałam. Ale dziś to wybitnie mi się nie chciało ;)
Wczoraj padało, w nocy padało, dziś cały dzień padało... Jeszcze dziś ok godz. 11 znajoma na fb wyrażał swój podziw dla mojego zacięcia i wytrwałości, że nawet w deszcz planuję biegać. A ja dokonałam głębokiego westchnienia do bogów pogodowych i jak zwykle moja modlitwa została wysłuchana :) chyba mam jakieś fory ;) Ok godz. 15 zaczęło się przejaśniać i wyszło słońce - bieganie zaplanowane na godz. 18 - słońce wytrzymało. Więc, kochani jeśli planujecie imprezę plenerową to polecam wtorki i czwartki gdyż wtedy biegam a jak biegam to deszcz nie pada a nawet słońce świeci :) Oczywiście po wczorajszym pilatesie czuję wszystkie mięśnie na całym ciele więc stwierdziłam, że mimo niechęci rozbieganie jest koniecznie gdyż w przeciwnym razie jutro nie wstanę z łóżka.
 
Poza tym dziś przeczytałam coś co skłoniło mnie do refleksji nad punktem wyjścia mojego biegania. Rozmyślania moje były długie i zawiłe oraz wielowątkowe więc powstrzymam się od opisywania całego toku intelektualnego jaki przebyłam a skupię się na konkluzji: Nie przytyłam wczoraj - nie schudnę jutro, ale jeśli dziś nic nie zrobię to za kolejnych 10 lat nic się nie zmieni a ja będę wyglądała jeszcze gorzej.
Więc pewnego dnia stwierdziłam, że to właśnie jest "dzisiaj" i pobiegłam i biegam czwarty miesiąc a na efekty nie musiałam czekać 10 lat :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz